Historia moich włosów jest długa i nieciekawa. Właściwie najpierw powinnam użyć sformułowania nieciekawa. W gimnazjum, kiedy nastąpił pierwszy okres buntu zachciało mi się pasemek. Blond pasemek. Dodam w tym miejscu, że jeszcze wtedy naturalnym kolorem moich włosów był jasny brąz. Udałam się więc (oczywiście za zgodą mamy) do fryzjera i wykonałam pierwszy zabieg rozjaśniania. Potem przez kolejne lata, co kilka miesięcy czyniłam to samo. Włosy zaczęły mi wypadać, stały się o wiele rzadsze, cieńsze, matowe, łamliwe. Z resztą każde negatywne określenie pasuje tu wspaniale. Wróciłam do brązu z pomocą pierwszej lepszej farby z Rossmana. Jednak tylko na chwilę. Potem wymęczyłam włosy znów pasemkami. I tak przez jakieś 7 lat królował blond na mojej głowie. Kiedy nadeszła fascynacja ombre i ja zapragnęłam je mieć.Całość włosów pomalowałam jasnym brązem marki Sayos (niestety nie byłam zadowolona z efektu) a końce rozjaśniłam rozjaśniaczem z Joanny w kremie. I wtedy zaczął się dramat, końce łamały się niemiłosiernie. Włosy były przesuszone. Stwierdziłam, że najwyższa pora skończyć męki. Podcięłam końce, zaczęłam stosować różnego typu maski, oleje, wcierki, odżywki itp. Włosy trochę odżyły, ale kolor na nich nadal był fatalny. Chciałam znaleźć kolor, który byłby podobny do mojego naturalnego. Wtedy koleżanka opowiedziała mi o rozjaśniaczu w sprayu marki Joanna. Dzięki niemu doprowadziłam włosy do koloru, jaki zawsze chciałam. Rozjaśniacz kosztował jedyne 5,50 PLN w drogerii. Po zakończonym przez niego rozjaśnianiu ponownie podcięłam końce i od tej pory regularnie stosuje oleje, maski, ogólnie pielęgnuje swoje włosy i muszę przyznać, że teraz są w o wiele lepszej kondycji niż rok temu, chociaż jeszcze długa droga przede mną by były zdrowe. A oto wspaniały rozjaśniacz o którym mowa:

OD PRODUCENTA:
- Słoneczne refleksy na włosach przez cały rok
- Efekt naturalnego, letniego balejażu
Przy używaniu rozjaśniacza należy zachować środki ostrożności:
Rozjaśniacz zawiera nadtlenek wodoru. Trzeba chronić oczy, stosować rękawiczki, uważać, żeby nie poplamić ubrań.Nie używać, jeśli włosy był barwione farbami roślinnymi itp.
Skład: aqua, hydrogen peroxide, coceth-7, PPG-1-PEG-9 lauryl glycol
ether, PEG-40 hydrogenated castor oil, cetrimonium chloride, juniperus
communis, hydrolyzed keratin, parfum, phosphoric acid, [+/- sodium
stannate, salicylic acid, acetanilid]
PLUSY:
- cena - jedyne 5,50. Wiem, że można go też kupić w SuperPharmie (P. kupiła za coś ok. 8 zł), więcej niż 10 zł, tak czy siak, nie zapłacicie
- kolor można stopniować, można uzyskać zarówno mocne, średnie jak i lekkie rozjaśnienie
- łatwy w użyciu dzięki atomizerowi
- pojemność 150 ml 9 oczywiście zależy od długości włosów czy to będzie wystarczające). Mi opakowanie pozwoliło dojść do upragnionego koloru i jeszcze trochę zostało.
MINUSY:
- trudno dostępny, pytałam w wielu drogeriach nie mogłam znaleźć, koleżanka kupiła mi w swoim mieście, a okazało się, że jest w SuperPharmie, ale na chwilę obecną u mnie w mieście właśnie tylko tam można kupić
- zapach, po użyciu czuć zapach wodoru, jednak nie utrzymuje się on długo na włosach, ja pryskałam zazwyczaj wieczorem, rano już nie było czuć, jeśli jednak spryskałam rano zapach chodził już za mną cały dzień
- włosy po użyciu stają się trochę suche, trzeba uważać żeby nie przesuszyć włosów, polecam stosowanie olejków, olei itp przy używaniu tego sprayu. ( w jednej z kolejnych notek postaram się zamieścić olejki których używam :))
Niestety nie podam składu, gdyż wyrzuciłam papierowe opakowanie, mam nadzieję, że P. uzupełni :) albo poda Wam w komentarzu.
Dodam jeszcze, że ja nie stosowałam rozjaśniacza codziennie, tylko na zmianę z olejami jeden wieczór rozjaśniacz kolejny olej. Oczywiście zdarzało się, że pryskałam np 2 czy 3 dni pod rząd, ale nie za często.
W kolejnej notce, pokażę Wam jakieś zdjęcie włosów.
Teraz spray mam zamiar stosować jeśli pojawią mi się większe odrosty, bezpośrednio na nie.
POLECAM!
A na koniec jeszcze moje ostatnie łupy:
pomadka Neo Chic z Oriflame, urzekł mnie jej kolor, mam nadzieję, że sprosta moim wymaganiom, bo muszę przyznać, że jestem fanką pomadek! Cena 12,90, ja zapłaciłam 9,90 ze względu na członkostwo
I lakier miss selene, żółciutki, kolor dwieście coś, niestety zmazany numerek :( cena 3 zł.