W związku, że jestem konsultantką Oriflame czasem za grosze mogę kupić kosmetyki, a czasem nie muszę w ogóle za nie płacić, więc czemu nie korzystać :) Dziś chciałabym przedstawić kilka kosmetyków z
serii Pure Nature z wyciągiem z drzewa herbacianego i rozmarynu.
Jako pierwszy na tapetę trafi krem:
Zamknięty jest on w plastikowym słoiczku z papierową naklejką o pojemności 75 ml. Jak dla mnie opakowanie jest hmm.. dziadowskie. Jak widać etykieta wygląda już jakby miała z rok. Chociaż z drugiej strony plastikowe opakowanie jest plusem w wypadku takiej niezdary jak ja. Kiedy krem mi upadnie nie ma mowy, że się potłucze, co dość często mi się zdarza :(
OD PRODUCENTA: oczyszczająco-nawilżający krem na dzień i na noc z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu. Odpowiedni do cery tłustej.
SKŁAD: Aqua, Isononyl, Isononanoate, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dicaprylyl Ether, Gryceryl Stearate Citrate,Distarch Phosphate, Cyclohexasiloxane Carbomer, Cetearyl Alcohol, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Methylparaben, Caprylyl Glycol, Propylparaben, Sodium Hydroxide, Melaleuca Alterniofolia Leaf Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Limonene, CI 61570, CI 47005
Jak widać w składzie gliceryna jako emulgator + nielubiane przez nas parabeny :(
Po kremie z Ori za grosze cudów się nie spodziewałam, jednak liczyłam na coś więcej.
Konsystencja niestety też nie przypadła mi do gustu, jest za bardzo galaretkowata.
Krem jest koloru delikatnej pistacji przy czym ma bardzo ładny zapach (pierwszy duży +). Po nałożeniu czuć uczucie świeżości. Drugi plus - szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Mimo, że ja mam cerę mieszaną, ze skłonnością do tłustej, a nie tłustą krem zdał egzamin pod fluidem :) Jest wydajny, co prawda na zdjęciu widać, że nie zostało go za wiele, ale już długo go używam. Ogólnie nie jestem zadowolona, ale też nie jestem rozczarowana, kupiłam, zużyję, ale więcej do niego raczej nie wrócę, chyba, że dostanę w jakimś gratisie. Jednak wolę zainwestować w dobry krem.
Drugi produkt, który również przydał się przy makijażu to korektor.
Jego zawartość wynosi 4 g. Jest podzielony na dwie części: jedną zieloną, która wedle producenta ma za zadanie oczyszczać i cielistą. Składu niestety nie podam, wyrzuciłam tekturowe pudełeczko (z kolejnego produktu również - wybaczcie!) :( Mimo, że pewnego pięknego dnia niefortunnie zamknęłam opakowanie i teraz wygląda mniej więcej tak:
nadal go używam, ale raczej przy pomocy palców lub pędzelka, gdyż jest rozciapany. Wydaje mi się, że to też wina konsystencji, korektor jak dla mnie jest trochę zbyt miękki, ale i tak to ulubiony produkt z tej serii. Najpierw nakładam zieloną warstwę, a następnie cielistą. Nie używam go codziennie, bo jak wiecie moim faworytem póki co jest paletka Kobo, ale polecam. Poniżej swatche:
Kolejny produkt z tej serii to olejek punktowy, a raczej jakiś wodnisty specyfik, który za zadanie ma wysuszać wypryski, przy czym jednocześnie przyśpieszać regenerację skóry w tym miejscu, w którym owy wyprysk powstał.
Niestety to produkt, który strasznie u mnie zaminusował. Owszem opakowanie ładne, zgrabne, ale za to wydostać produkt z niego już ciężej. Trzeba naciskać, mordować się.. Nie wiem czy tylko mi się trafiło jakieś ferelne opakowanie, czy może jest to jakiś sposób zabezpieczenia, żeby nie wydostało się dużo substancji. Kiedy zaczęłam naciskać, bo nie leciało nic, teraz znów leje się za dużo. Zapach również przyjemny, jak każdego produktu z tej serii, ale za to aplikacja fatalna. Za aplikator służy mini gąbeczka, ale nie jest to stricte gąbeczka, sama nie wiem jak to nazwać. Bardzo niepraktyczne ponieważ szybko się brudzi i czernieje, a nie ma możliwości tego wyczyścić, jedynie pozostaje dezynfekcja.
Produkt ma 14 ml, ja zużyłam może 3, ale nie wiem czy jest sens używać, nie wysusza, nie pomaga mi. Może tylko na mnie tak działa, ale jak powiedziałyśmy wcześniej będą subiektywne recenzje. Ja nie polecam.
Ostatni produkt, z którego jestem zadowolona to mydełko do twarzy. Również ulubieniec serii. Wiadomo, że nie używam go codziennie, tylko raz na jakiś czas, bo boję się przesuszyć skórę twarzy, z którą i tak mam już wystarczająco dużo problemów.
Mydełko ma 100g. Jest bardzo wydajne, dobrze się pieni, ładnie zmywa z twarzy wszelki brud i na dodatek pozostawia uczucie świeżości, skóra jest po jego użyciu delikatnie napięta i naprawdę oczyszczona. Wybaczcie moje opakowanie, ale po prostu po każdym użyciu mydełko wraca do niego :)
OD PRODUCENTA: Mydełko z drzewem herbacianym i rozmarynem. Mydełko do twarzy i ciała. Spienić i spłukać. Unikać kontaktu z oczami. W przypadku dostania się produktu do oczu należy niezwłocznie przepłukać je wodą.
Ja osobiście mydełkiem myję tylko twarz, ale chyba się skuszę i umyję nim całe ciało.
SKŁAD:
Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Sucrose, Propylene Glycol, Glycerin, Peg-8, Parfulm, Palm Acid, Sodium Chloride, Palm Kernel Acid, Panthenol, Melaleuca Alterniofolia Leaf Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Tetrasodium Edta, Tetrasodium Etidronate, Limonene, CI 61570, CI 73360, CI 47005.
PODSUMOWUJĄC:
Niektóre produkty z tej serii to buble (niestety jak olejek), jedne z nich warto kupić i wypróbować jak krem czy korektor, a takie jak mydełko zostawić na stałe w swojej kosmetyczce. Ja z pewnością kupię mydełko jeszcze nie raz, skuszę się może jeszcze kiedyś na korektor. Cała seria ma bardzo przyjemny zapach, jednak niektóre z produktów lepsze lub gorsze właściwości. Nie przekreślam tego zestawu, uważam, że te pieniądze które na niego wydałam były go warte. Spróbujcie i przekonajcie się same.
Buziaki,
K.